Strój dnia i minimalizm kontra szczęśliwe dzieciństwo

To, że minimalizm jest spoko pisałam już nieraz. Przestawienie trybików i zejście na ścieżkę mniej zdecydowanie ułatwiło mi codzienne funkcjonowanie. Ale wiecie, jak człowiek jest sam ze sobą to mieszanie jest łatwe. Ewentualne negatywne skutki odbijają się jedynie na nas samych. Kiedy jednak w naszym świecie pojawia się ktoś jeszcze, sprawy zaczynają się lekko komplikować.

Dlatego też, kiedy do naszej dwuosobowej rodziny dołączył Mały Człowieczek, zaczęły nachodzić mnie pewne wątpliwości. Czy dziecko i minimalizm to na pewno dobre połączenie? Bo jednak minimalizm kojarzy się z pewnym ograniczeniem, a chyba każdy rodzić chcę, żeby jego dziecko miało wszystko, co najlepsze. Zastanawiałam się, czy ograniczenie ilości posiadanych rzeczy nie sprawi, że dziecko:

  1. Poczuje się gorsze na tle rówieśników
  2. Spotka się z krytyką otoczenia
  3. Poczuje się odtrącone przez wciąż odmawiających rodziców
  4. Poczuje się odtrącone przez osoby nierozumiejące naszego sposobu na życie
  5. Jego dzieciństwo pozbawione materialnych bodźców stanie się nudne
  6. No i przede wszystkim czy ograniczając zabawki nie pozbawię go szczęśliwego dzieciństwa.

Z drugiej strony doceniając pozytywy minimalizmu, bardzo chciałabym zaszczepić go w moim dziecku. Chciałabym, żeby wkroczyło w dorosłość ze świadomością nadrzędności być, nad mieć. Ze świadomością, że to nie „szata zdobi człowieka”, a o jego wartości nie świadczy ilość posiadanych dóbr materialnych. Mam nadzieję, że uzbrojony w wiedzę jak odróżnić to, co ważne i wartościowe od reszty, pozwoli mu w przyszłości uniknąć wyścigu szczurów.

Jak zatem pogodzić minimalizm ze szczęśliwym dzieciństwem?

Wydaje mi się, że te dwa aspekty wcale się nie wykluczają. To my rodzice uczymy nasze pociechy, że „wszytko co najlepsze” to synonim kupowania coraz więcej i więcej. Że prezenty dawane w nagrodę są synonimem okazywania uczuć. Minimalizm natomiast uczy innego podejścia do przedmiotów. Nie robi z nich kultu. Uczy jak zastępować to co zbędne, tym bardziej wartościowym. Uczy, że ludzi i ich uczuć nie można traktować na równi z rzeczami. Uczy jak znaleźć czas na przeżycia i na doświadczenia. Ja z mojego dzieciństwa bardziej niż nowe lalki Barbie pamiętam zabawy na podwórku, wycieczki i wakacje u dziadków. Do dzisiaj wspominam pierwszy wypad do Centrum Rozrywki, gdzie wraz z rodzeństwem tarzaliśmy się w basenie z kulkami. Zatem to nie zabawki, a doświadczenia złożyły się na moje szczęśliwe dzieciństwo.

Na razie jest łatwo. Mały Człowiek jest malutki, więc nie do końca jest świadomy matczynych poczynań. Mam jednak nadzieję, że kiedy zrozumie o co matce chodzi nie będzie się za bardzo buntował.

A Wy co myślicie na temat dzieciństwa i minimalizmu? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami.

spodnie -Mango| bluza – H&M| płaszcz – Zara| byty – Melissa

Brak tagów 0 komentarzy

Ten post nie został jeszcze skomentowany

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *