Minimalizm w szafie, a blogowanie o modzie

Jakiś czas temu pisałam Wam o destrukcyjnym wpływie blogowania na moją garderobę (klik). Dzisiaj, po zmianie nawyków konsumpcyjnych, opowiem Wam jak minimalizm zmienił moje blogowanie.

Miło mi się żyje z przestrzenią w szafie. Przedmioty nie atakują przy każdym otwarciu, a znalezienie ulubionych jeansów nie przypomina wyprawy w głąb dziczy. Mam nawet luksus pustych półek, aczkolwiek wielkość szafy nie pozostaje tutaj bez znaczenia.
Jak to jednak w życiu bywa, kij ma dwa końce. Mniej rzeczy, to też mniej wariantów stylizacji, czyli większa nuda na blogu. Czasem wybierając strój do kolejnego wpisu i pytając męża, czy tak może być, słyszę: „No może, ale ostatnio nie wyglądałaś tak samo?”. No kurde! Przecież nie wyglądam! Miałam może te same czarne rurki i te ulubione buty, ale przecież szary sweter ma całkiem inny odcień szarości 😉

No dobra, przyznaję moje obecne blogowanie przypomina raczej serię wpisów „milion wariantów na temat czarnych rurek”. Trochę nudnie, bardzo monochromatycznie, ale tak właśnie wyglądam na co dzień. Więc jeśli szukacie najnowszych trendów, albo „high fashion”, to zdecydowanie nie ten adres. Zresztą od dawna pisałam, że ja i najnowsze trendy to dwie oddzielne historie.

Reasumując, minimalistka ubraniowa może blogować, a porównując blogowanie z czasów szalonego zakupoholizmu, do obecnego mam wrażenie, że teraz jest bardziej spójnie i mniej chaotycznie.
Zresztą oceńcie sami.

 

płaszcz- Zara

sweter – Cubus

buty – Deichmann

spodnie – Stradivarius

czapka – Mohito

Brak tagów 3komentarze

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *