Jak tylko

Dzisiejszy post odrobinę nawiązuję do poprzedniego, czyli życia teraźniejszością.
Tym razem w roli głównej mały cholernik zwany „Jak tylko”. Bardzo światowy to jegomość i zapewne znany w wielu kręgach. Skutecznie hamujący ambitne zapędy zrobienia czegoś od razu. 
Posprzątam, a i owszem, jak tylko będzie weekend. 
Wcielę w życie ten zakupowy minimalizm, jak tylko kupię ten płaszcz, tamte buty i może jeszcze torebkę
Oczywiście, że posprzątam w tej zapomnianej szafce w kuchni, jak tylko będę miała większą wenę. 
No i jeszcze będę biegać, jak tylko będzie cieplej. 
Zacznę jeść zdrowiej, jak tylko wyjem te wszystkie niezdrowe zapasy, albo po świętach, bo przed to się nie opłaca. 
A ile ja zrobię, jak tylko będę miała wolne w pracy!
 
Tak też, żyjemy sobie w fazie przejściowej, ja i jegomość „jak tylko”. Ustalamy sobie pewne warunki jakie koniecznie muszą być spełnione, aby to co jest „po” mogło zostać zrealizowane. 
Tylko jaki w tym wszystkim jest sens? 
Bo czy tak naprawdę czynność warunkująca ma jakikolwiek wpływ na to co ma po niej nastąpić? 
Po cholerę mi weekend do sprzątania? Albo upały do biegania? 
Czyżby to chodziło o wrodzone lenistwo, a może strach przed tym co ma nadejść „po”?  Może po prostu, sam etap planowania podoba mi się dużo bardziej, niż jego realizacji? 
 
Jeszcze nie do końca wiem, jak rozprawić się z niewygodnym kompanem. Wydaje mi się jednak, że sama świadomość istnienia tej pułapki jest krokiem w dobrą stronę. 
W końcu nowy rok za rogiem, a wraz z nim nadciąga etap noworocznych postanowień. Może to właśnie jest dobry czas na wdrożenie w życie mądrzejszego planowania bez udziału cholernika „Jak tylko”. 

 

 

 

 

 

 

 

foto. M. Wełniak
Brak tagów 3komentarze

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *